Twój sojusznik nadzieja

Twój sojusznik nadzieja - Jagna Ambroziak

"świat nie istnieje dla mnie, więc procent nieprzyjemnych rzeczy, które mnie czekają, absolutnie się nie zmieni. Nadzieja jest dla kretynów, łudzących się, że coś od nich zależy". Maja przerzuciła smukłe kończyny przez oparcie fotela i nabrała powietrza, żeby kontynuować martyrologiczny monolog w wygodniejszej pozycji. "Nawet ta sukienka jest w kolorze karalucha", dociera do mnie podkreślające tragizm jej życia porównanie.

Brak nadziei, kolokwialnie zwany beznadzieją to specjalność Mai. Jest dla niej tak naturalny, jak dla innych obecność ziemi pod stopami. Negatywne wyobrażenia o sobie i świecie to jej przyzwyczajenie. Jej jedyne towarzystwo. Oprócz mnie. Ale moja obecność jest limitowana do jednej godziny w tygodniu, obecność przyzwyczajeń - nie. Burzy się, czując, że w moich oczach ona, świat, ludzie są o wiele szczęśliwsi niż w jej wewnętrznej rzeczywistości. Wciąż płacze, że nie zmieni przeszłości zamieniając każdą teraźniejszą chwilę, w przeszłą, nieszczęśliwą. Kolekcjonuje doświadczenia potwierdzające jej przekonanie, że nie ma nadziei. Kolejne związki z dużo starszymi, żonatymi mężczyznami, traktującymi ją instrumentalnie, to dowód na kalectwo wszystkich miłosnych relacji. Nie udane próby z realizowaniem wyśrubowanych poprzeczek zawodowych, świadczą o braku nadziei na sukces. Kredyt w banku to świadectwo braku nadziei na niezależność.

"Poza tym wątpię we własną szczerość, brak mi nadziei w to, że mogę sobie ufać. Ledwo zaczynam kogoś oskarżać, sama czuję się podejrzana, bo było mi zbyt przyjemnie go potępić". Maja wikła się w niepewnościach. Znając jej miłość do literatury, parafrazuję słowa Camusa: "Co w Twoim wnętrzu musi się zmienić, byś poczuła, że jest w Tobie "nieustające lato?"...

Na pewno świat nigdy, nie będzie istniał tylko dla Ciebie, ani też posiadanie nadziei nie zagwarantuje Ci, realizacji Twoich pragnień. Nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że świat istnieje również dla nas, a nadzieja to przekonanie, że mogę czegoś dokonać niezależnie od tego jak wygląda teraz moje życie. Niezależnie od tego, jak mi ciężko, jak odległy jest cel, czy jak mało dobrego dostałam w przeszłości od innych. Nadzieja to przekonanie, że pożądane rzeczy są osiągalne niezależnie od znikomości prawdopodobieństwa ich osiągnięcia. Nie oznacza to jednak, że z całą pewnością osiągniemy pożądane efekty. Utrzymywanie nadziei tego chroni przed nadmiernym cierpieniem emocjonalnym i dodaje energii do mierzenia się z problemami, zmniejsza lęk i jednocześnie podnosi poziom wewnętrznego spokoju, uwalniając neutralne i pozytywne emocje.

O sile nadziei świadczą fakty. Zarówno te z rubryk towarzyskich, zachłystujących się sukcesami ludzi znikąd jak i fakty naukowe. Medycyna ma udokumentowane przypadki wyzdrowienia z tzw. "nieuleczalnych" chorób. Szkoda, że przyczyny tego stanu, kwituje krótko "spontaniczna remisja,". Również rubryki towarzyskie skłonne są, posądzać kogoś o nadprzyrodzone szczęście, protekcje, szczególne umiejętności czy oszustwo, a nie o posiadanie nadziei.

Czytałam kiedyś o mężczyźnie, który wyzdrowiał z zaawansowanego nowotworu płuca z przerzutami do mózgu. Pacjent ów na stwierdzenie prowadzącego onkologa, że jest to spontaniczna remisja odpowiedział - Państwo wybaczą uzasadniony moim zdaniem wulgaryzm- " For this spontaneous remission I worked my ass off. Co w dowolnym tłumaczeniu znaczy: "Panie doktorze, na tą spontaniczną remisję to ja sobie nieźle dupę urobiłem." Zapewne wielu ludzi, którym udało się przezwyciężyć kryzys i stworzyć szczęśliwą rodzinę, czy tych, którzy odnieśli sukces ekonomiczny mogłoby się posłużyć tym samym określeniem! Posiadanie nadziei i nie podupadanie na duchu to niejednokrotnie ciężka harówka!.

Tym bardziej, że aby nadzieja była silna i trwała, potrzebuje sprzyjającego środowiska wewnętrznego i zewnętrznego. środowisko wewnętrzne to system naszych podstawowych przekonań, zaufanie i wiara. A przywiązanie do naszego sposobu myślenia jest często silniejsze niż nasze przywiązanie do życia, szczęścia i miłości. Dlatego możemy odrzucać pewne informacje, które niosą ze sobą nadzieję, ale są zaskakujące czy sprzeczne z naszymi przekonaniami i światopoglądem.

To, co myślimy o sobie, świecie, miłości, życiu, umieraniu, zdrowiu, chorobie, determinuje naszą podatność na nadzieję czy beznadzieję. Ważną częścią nadziei jest zdolność doszukania się zdrowego sensu w naszej sytuacji życiowej. Takim zdrowym sensem w przypadku Mai było zobaczenie, że wiążąc się wciąż z dużo starszymi mężczyznami, próbowała zaspokoić głód ojca. Sytuacje braku awansu, pokazały jej, że sama grzeczność nie popłaca, i warto uruchomić swój silny, rywalizacyjny pierwiastek, który w jej domu nie był ceniony.

Trudne dla nadziei momenty, to doszukiwanie się w złamanej na nartach nodze niezdrowego sensu, na przykład kary: "ojciec mówił, żebym nie jechała, bo nie stać mnie na wakacje," czy w sytuacji bycia opuszczoną: "nie zasługuję na dobry związek", lub wnioski, że jakiekolwiek wysiłki nie mają sensu, kiedy po raz trzeci profesor odrzuca naszą pracę, a szef, przesuwa awans.

Wrogiem nadziei jest też powszechne w naszej kulturze przywiązanie do wyniku. Chcemy mieć gwarancję sukcesu, zanim przystąpimy do jego osiągnięcia. Jeżeli takiej gwarancji nie możemy mieć (jak w przypadku zaawansowanych, zagrażających życiu chorób), nie rozumiejąc pojęcia nadziei, przyjmujemy, że nie ma na nią w takich sytuacjach miejsca.

Żeby zrozumieć dlaczego nadzieja ma wpływ na to, jak wygląda nasze życie, należy się przede wszystkim wyzbyć podziału na umysł i ciało. Łatwo to poczuć, gdy wyobrazimy sobie, że żujemy cytrynę. Czy nie zaczynasz się od razu krzywić, jakbyś ja naprawdę jadł? A straszny sen? To nie prawdziwe zdarzenie. To wytwór naszego umysłu. A jednak co się dzieje z naszym ciałem? Mimo, że jesteśmy bezpieczni, we własnym łóżku, wierzgamy, krzyczymy czy płaczemy przez sen. Napinamy mięśnie, budzimy się zlani potem.... Siła umysłu jest taka sama we śnie jak i na jawie...

Pewnego dnia usiadł przede mną w gabinecie młody mężczyzna. Wściekły, że ktoś zmusił go do wyjścia z domu. Prognozy dotyczące jego życia były nędzne, bo nie wierząc, że można zwalczyć chorobę, nie poddał się chemioterapii. Jego niechęć do terapii była taka, że powietrze wydawało się od niej gęste. Czułam się strasznie. Brak nadziei pacjenta odbierał jakąkolwiek silę moim słowom. Bezradność wywoływała we mnie chęć krzyknięcia na niego: Idioto - umrzesz jak czegoś nie zrobisz!. To była najbardziej wstrząsająca lekcja mojego życia o nadziei, jej stracie i konsekwencjach tego stanu.

Psychologia, psychoterapia i medycyna pełne są pracy z "przypadkami" nazwanymi przez systemy diagnostyczne "beznadziejnymi". Lekarze, terapeuci szafują diagnozami, które w nich samych studzą nadzieję! Nowotwór bardzo złośliwy, osobowość głęboko zaburzona... To nie pomaga! Nie wolno składać nieadekwatnych obietnic. Ale przecież nie na tym polega nadzieja! Z definicji wynika, że jest ona subiektywnym przekonaniem, stanem który jako taki nie może być rozpatrywany na zasadzie: prawda lub fałsz.

Nam, psychoterapeutom z podłożem psychologicznym jest tu łatwiej niż lekarzom. Studia medyczne w przeciwieństwie do psychologicznych nie przygotowują do tego, jak radzić sobie z poczuciem własnej beznadziei oraz jak wspierać nadzieję pacjentów. Ale z tym pacjentem czułam się beznadziejnie do sześcianu. Jeśli kiedykolwiek wcześniej wątpiłam w istnienie instynktu śmierci, siedział przede mną dowód na jego istnienie.

Jak budować poczucie nadziei? Być uważnym, na myśli, które pojawiają się w głowie. Być świadomym swojego stanu emocjonalnego. To podstawa higieny psychicznej. To jak mycie zębów rano i wieczorem, dla higieny jamy ustnej. Jakie wyobrażenia pielęgnujemy, co myślimy, decyduje o stanie naszego organizmu i w efekcie o jakości naszego życia! Nie jest to żadne przełomowe odkrycie XXI wieku. Już nasi przodkowie tysiące lat temu zamalowywali swoje jaskinie tym, na czym im zależało. A to sceną udanego polowania, a to sceną uzdrowienia. Patrzenie na takie rysunki kierowało ich wyobraźnię w pożądanym kierunku. My natomiast gapimy się w swoją skwaszoną twarz w lustrze, albo z namaszczeniem oglądamy kolejne wiadomości, fakty czy inne wydarzenia, donoszące nam obficie beznadziejne sceny, którym pozwalamy kierować naszą wyobraźnią.

Odkryciem naszego wieku jest to, że mózg jest plastyczny. Przyznano Nagrodę Nobla za badania dowodzące, że psychoterapia powoduje zmiany strukturalne mózgu! Cóż to dla nas znaczy? Mózg tworzy nowe połączenia synaptyczne, a my zastępując niekonstruktywne sposoby myślenia, konstruktywnymi, połączenia te utrwalamy i w ten sposób kształtujemy jego anatomię!

Poprzez dobre wyobrażenia i nadzieję utrwalamy też procesy fizjologiczne sprzyjające zdrowiu i szczęściu. Oczywistym jest, że wystarczająco silne "środowisko wewnętrzne" oprze się negatywnym wpływom "środowiska zewnętrznego." Jeśli potrafimy być oparciem sami dla siebie, oprzemy się trudnym naporom zewnętrznym. Chorobie, utracie bliskiego czy pracy. Jednak dla większości osób, to co się wokół dzieje, co się im i o nich mówi, ma kolosalny wpływ na ich poczucie nadziei. Dlatego, gdy nie mają silnego oparcia wewnętrznego, inni łatwo mogą rozwiać wszelkie ich nadzieje. Tego chociażby doświadczałam z Mają. Kiedy z "podreperowanym" poczuciem własnej godności, wartości jechała do rodziców, gdzie znowu słyszała jaki świat jest zły, a ona słabiutka... wracała znowu krucha i niepewna pokładanych nadziei. Jej mama dzwoniąca codziennie "Ty sobie nawet nie wyobrażasz, jaka to tragedia dla mnie, że nie masz jeszcze męża i dzieci. Wiesz te trzy fakultety nic ci nie pomogą w złapaniu mężczyzny," też nie pomagała jej zwiększać nadziei na stworzenie dobrego związku. Ważne jest, by w kruchych momentach, czy rozmawiając o trudnych dla nas obszarach, mieć świadomość, które osoby zwiększają, a które zmniejszają naszą nadzieję. Z pierwszymi przestawać, drugich unikać.

Tak to już jest, że niełatwo zmienić nawyki naszych bliskich, czy innych osób w naszym otoczeniu. Pocieszający może być fakt, że kiedyś eksperci od wszelkich nauk uważali, że ziemia jest płaska i cały Wszechświat się wokół niej kręci. Sprzeciwianie się temu naukowemu poglądowi groziło spaleniem na stosie.

Z nadzieją tak, jak ze skarbem, trzeba się o nią troszczyć. Zamiast w trudnych chwilach wątpić wspierajmy ją chociażby systematycznie wyobrażając sobie pożądany rezultat. Zróbmy z tego rytuał, czyli serię działań, wykonywanych regularnie, podkreślających ważne przekonania. Każdy z nas ma takie wyobrażeniowe rytuały. Jeśli będziemy w tym tak żarliwi jak w rytualnym martwieniu się, zdenerwowaniu, nrzekaniu, złości, zazdrości i zawiści sukces gwarantowany.

PS. Kiedy Ci trudno i tracisz nadzieję, że to, co Ci się przytrafia ma swoją mądrość, wsparciem mogą być symboliczne słowa Yoshimoto Banana: "Kuchnie ze snów. Ileż ich mogę mieć? W marzeniach, albo w rzeczywistości. Albo w podróży, sama, z wieloma innymi ludźmi, we dwoje, we wszystkich miejscach, w których będę żyła. Na pewno będę ich miała wiele".

Miesięcznik Sukces marzec 2005.