Terapia na wakacjach - Jagna Ambroziak
Karolina jest rozczarowana. Rozczarowana przez duże R. Nerwowe stukanie sandała o kamienną posadzkę jedenastowiecznego zamku zakłócało ciszę nocy. Grymas jej twarzy gasił słodką woń lawendy. Rozsiadła się na przepięknym szezlongu, popatrzyła wokół i prychnęła: "Nie tego spodziewałam się po tylu godzinach jazdy po wertepach". Artur spuścił głowę. Jego służalczość i uległość dodatkowo ją rozdrażniały. Była jak dwuletnie dziecko, przekraczające wszelkie granice, po to, by ktoś je w końcu postawił. Artur nie miał odwagi tego zrobić. Bał się, że ją straci. Usłyszy, że nic dla niej nie znaczy. Za chwilę Karolina opowie, o niesamowitym miejscu w którym mieszkała, będąc wcześniej w tych okolicach. Roztopi się w niemych, ale jakże wymownych wspomnieniach, że kiedyś, z kimś cieszyła się życiem. Nikt, kto ją znał już w to nie wierzył. Ściskała w dłoni telefon komórkowy, patrząc nań jak na przepustkę do wspaniałej przyszłości. To, co tu i teraz nie było interesujące. Żyła "na brudno". Jak postać z gry komputerowej, która dostała od producenta kilka żyć. Patrząc na nią, trudno było się oprzeć natrętnej myśli "Pierwszą część życia spartolili ci rodzice, ale drugą partolisz sama, chociaż wydaje ci się, że robią to mężczyźni".
Wiele kobiet "czekając" na miłość zadowala się "wygodnym" układem bez nadmiernej bliskości. Mają z kim jadać kolacje, wychodzić wieczorami. Jest ktoś, kto spełnia ich zachcianki używając własnej karty kredytowej. Mają do kogo zadzwonić i wyżalić się. Niespodziewanie ta "przejściowa" relacja zajmuje cały, przeznaczony na życie osobiste czas. Na co dzień bardzo zajęte, nie odczuwają kalectwa owego "związku". Poczucie, że coś jest "nie tak" głuszy tempo życia. Chociaż czai się w ich sercu jakiś ból. Tęsknota.
Wakacje we dwoje, będące przerwą w codziennym kieracie sprawiają, że czują się źle. Konfrontują je bowiem z odkładanymi na potem dylematami. Najpiękniejsze miejsce, staje kością w gardle, bo tak naprawdę nie chcą romantycznych chwil dzielić z tym właśnie mężczyzną. Ból przybiera postać złości. Mówią wtedy: "Beznadziejne miejsce, okropna kelnerka, najgorszy stolik w restauracji. Komary nie do zniesienia, koszmarna pogoda - za gorąco, albo za zimno". Do wszystkiego można się przyczepić. Psychologia nazywa ten mechanizm projekcją, czyli przypisywaniem innym tych uczuć czy cech, które tak naprawdę posiadamy same. Ta złośliwa kelnerka, to nic innego jak nasza własna złośliwość. Zbyt silny wiatr, to wewnętrzne zmagania i burze. Mężczyzna obok nas, tak ohydny, że nie możemy na niego patrzeć, to zwierciadło naszej własnej duszy i wyborów...
Ale my wolimy się oszukiwać. Składamy skargi, zmieniamy plany, dąsamy się. Pojawia się lęk, bo nie kontrolujemy sytuacji. Lęk, że może jednak to nie świat jest taki okropny, tylko my same. Możemy zniszczyć wakacje, albo przywołać się do porządku. Pozwolić sobie poczuć swój ból. Popłakać trochę, oczyścić się, zobaczyć na nowo zaistniałą sytuację. Wyciągniemy pewnie wniosek, że nie warto uciekać przed sobą, bo to aktywność skazana na niepowodzenie. Nie warto żyć w stałym napięciu, braku harmonii i codziennym chaosie. One tylko zagłuszają rozpacz. Wolny czas szybko skonfrontuje cię z twoim wewnętrznym piekłem. Niepokojem, poczuciem winy, krzywdy, brakiem wiary i miłości. Nie braniem odpowiedzialności za swoje życie. Nie trać już czasu. Uznaj, że skoro dokonałaś wyboru, warto wycisnąć z wakacyjnego czasu tyle dobrego ile się da. Postaraj się zrozumieć, co robisz ze swoim życiem i nie powtarzaj więcej bolesnych błędów. Nie jesteś postacią z gry komputerowej...
"Pijąc hiszpańską czekoladę ma się w ustach całą Hiszpanię". Maciek zacytował Gida wnosząc pachnący napój. W odpowiedzi usłyszał, że ona tego do ust nie weźmie, bo to bomba kaloryczna.
Nie mogło być miło. Agata patrzyła na Maćka zawiedziona i zła. Nie miała pomysłu na poradzenie sobie z tym, co się działo. Wolała się dąsać. Kolejny dzień, kiedy jej mąż miał szczelnie wypełniony grafik. Ten grafik nie obejmował Agaty. Na jej własne życzenie. Nie grała w tenisa. Nie jeździła konno. Nie surfowała. Nie potrafiła i tyle. Uważała, że na naukę za późno. Odmówiła nawet spokojnego spaceru konno, o zachodzie słońca. "Można się tylko połamać", podkreślała.
"Jak on może po miesiącach takiego zasuwania, dalej zasuwać"? Zadawała pytanie, ale właściwie wcale nie interesowała jej prawdziwa odpowiedź. Interesowało ją jedynie to, by całą ludzkość wprowadzić między siebie, a swój ból. Pokazać światu jaka jest nieszczęśliwa ze swoim nie rozumiejącym, nie spędzającym z nią czasu mężem. A Maciek żył na co dzień w bardzo dużym stresie. Z adrenaliną na poziomie eksplozji. By wypocząć, nie mógł się po prostu położyć. Jedynym sposobem przejścia w rytm wypoczynku, było powolne wygaszanie silnika. Nie gwałtowne odłączenie prądu. Zajmująca się domem Agata nie chciała tego pojąć. Nie znała takiego tempa pracy. Najzwyczajniej w świecie była też bardzo stęskniona za obecnością męża. Wyobrażała sobie, że będzie go tu miała, na innych, niż codzienne zasadach. Odkładane miesiącami rozmowy, doprowadziły pewne tematy do etapu wrzenia i trudno było reagować spokojnie. Zwłaszcza, kiedy Maciek znikał w polach na koniu, czy pędził na desce oddalając się od lądu. Od Agaty. Zaczęła więc nieświadomie odreagowywać na nim złość i rozczarowanie. Za to, że nie dostała przez rok tego co trzeba. Za to, że teraz nie jest tak, jak sobie wymarzyła. Potrzeba odpoczynku miała poważną konkurentkę: potrzebę wydobycia bólu i rozczarowania.
Na wakacjach docierają do nas odkładane tematy. Obawy ubieramy w słowa. Unosi się miedzy nami smutek i złość, współmierne do mijających w braku kontaktu dni i miesięcy. Trudne rzeczy, z powodu nagromadzonych uczuć i braku wprawy w rozmowach, mówimy nie mogąc dotrzeć do sedna sprawy. Powodując poirytowanie słuchającego. To prowokuje do coraz bardziej rozpaczliwych reakcji. Zaczynamy domagać się rzeczy niemożliwych. Wyciągamy męża na tłustą kolację o północy, a potem budzimy go o świcie śniadaniem i narzekamy, że nie docenia naszego wysiłku. Przypominamy mu, jak mało czasu spędzamy razem, gdy chce się sam przejść. Wyśmiewamy go przy świadkach, opowiadamy o tym jaki jest beznadziejny. Zrzędzimy, ciągle wiercimy mu dziurę w brzuchu na jeden temat. Do kompletu brakuje już tylko scen przy świadkach, albo cichych dni.
Zamiast oczekiwać natychmiastowych rozwiązań, starajmy się wzajemnie rozumieć. Dlaczego nagle ma być inaczej, niż jest przez cały rok? Zastanów się do czego dążysz i czym się kierujesz? Śledź i odkrywaj własną niedojrzałość w kontaktach z bliską osobą. I nie odkładaj w nieskończoność newralgicznych kwestii. Jest duża szansa na to, że to "potem" nastąpi w wakacje.
Monika chodzi w tę i z powrotem. Dręczy ją lęk o sytuację w biurze. Przed chwilą mewa oberwała patykiem po skrzydle. Ptaszysko podpadło przeszkadzając Monice w rozmowie telefonicznej z sekretarką. Morze szumiało dookoła, a ona ignorowała te dźwięki. Słuchała swojego niespokojnego umysłu, produkującego czarne scenariusze. Pogrążała się w urojonym świecie własnych konstrukcji myślowych. Typowe oceaniczne atrakcje, palmy, czysty piach i beztroskie życie nie były dla nich konkurencją. Ten brak zainteresowania cudami natury mógłby zafascynować scenarzystę "Rodziny Adamsów". Grubiańska obojętność, rzec można. Praca była dla Moniki silniejszym narkotykiem niż morfina w końskiej dawce. Na plaży odczuwała skrępowanie i nerwowość. Bezsens, z powodu braku więzi z tym miejscem i tą grupą ludzi - przyjaciółmi jej narzeczonego. To nie było biuro, a oni nie byli kolegami z pracy.
Planując wakacje Monika sprawdzała, czy tam, dokąd jadą jest sieć, bezprzewodowy Internet i faks. Jej walizkę wypełniały papiery, laptop i mała przenośna drukarka. Pozbawiona codziennych narzędzi odwrotu czyli wielu obowiązków czuła się bezbronna. Nie potrafiła z nikim rozmawiać, nie miała o czym. Swój tryb życia uznawała za jedyny dobry. A zrelaksowany, chowający jej komputer Sławek, rozpętywał w niej uczucia, których siły nie była w stanie skontrolować. Próby odcięcia Moniki od pracy budziły w niej uczucia paniki i furii. Nie gasiło ich ani Campari z sokiem pomarańczowym, ani schłodzone Frascati. A przed wyjazdem obiecywała Sławkowi nadrabianie codziennych niedociągnięć, "Dramat. Im mniej się obiecuje tym lepiej", wzdychała.
Praca jest związkiem. Związkiem z ludźmi, miejscem, rolami, do których przywykliśmy i w których najlepiej się wyrabiamy. Jak każdy związek wymaga odpowiedniego pożegnania, kiedy ją opuszczamy. Jeśli w ciągu roku nie jemy, nie śpimy, przebywamy w pracy bez przerwy, to skąd pomysł, że będzie nam łatwo żyć inaczej? Jeśli praca jest obsesją, jedyną pasją, jedynym sposobem na samorealizację, przerwa budzi niepokój. Odczuwamy niemoc odpoczywania. To, co nie związane z pracą nudzi. Jest doświadczeniem egzystencjalnej pustki. Taki stosunek do pracy ma symptomy uzależnienia. A odstawienie boli.. . Wniosek? Trzeba mieć różne pasje. Inaczej zubażasz swoje życie. A stworzenie dobrego związku graniczy z cudem. Uniemożliwia go uczucie straty czasu, towarzyszące chwilom bez pracy. A czas jest najwyższą kategorią w miłości. Antonie de Saint -Exupery powiedział w Małym Księciu: "Największe deklaracje nie są nic warte, jeśli nie stoi za nimi czas, który poświęcasz temu, co kochasz. Jeśli więc nie poświęcasz czasu sobie, znaczy że nie kochasz siebie. Jeśli nie poświęcasz go bliskim...
Sprawdź czy nie uciekasz w pracę na własne życzenie. Czy nie chroni cię ona przed różnymi emocjami. Ciągłe działanie, zwalnia z przymusu kontaktowania się z uczuciami których się boisz. Może to być poczucie bezradności, potrzeba bliskości, czułości, dostawania i dawania opieki.
Na wakacje wyjeżdżamy zwykle z kimś i każdy z nas ma jakieś oczekiwania. Część z nich wiąże się z drugą osobą. Oczekujemy że zachowa się ona tak czy inaczej, okaże uczucia, za którymi tęsknimy. Planujemy, że będziemy robić to, a nie co innego, czuć się jakoś, przeżywać pewne doświadczenia. Naszym głównym wyposażeniem jest zatem zastaw marzeń, planów, pragnień i decyzji. Wspólne wakacje mogą rozczarować, bo wiążemy z nimi za duże oczekiwania. Nie wiedzieć czemu sądzimy, że to czego brakuje nam na co dzień: bliskość, ciepło, zachwyt nami albo chociaż zainteresowanie magicznie pojawią na wakacjach.
Okazuje się jednak, że wakacje to wcale nie czas na nadrabianie zaległości. Czujemy się pokrzywdzeni, niezrozumiani i złamani. Uświadamiamy sobie kruchość więzi. Nie rozmawiając ze sobą na co dzień, nie wiemy, o czym i jak rozmawiać na wakacjach. Realna obecność drugiej osoby staje się utrapieniem ponieważ nie daje szansy wyobraźni, która pisała bajkowe scenariusze przed wyjazdem na wakacje Już nie tylko wakacje, ale i weekendy okazują się dla wielu z nas za trudne. Popularność telefonów komórkowych zmieniła rodzaj kontaktów między ludźmi. Ten cud cywilizacyjny, który miał zacieśnić więzi między nami osłabił je. Zamiast rozmawiać częściej, a więc być bliżej, rozmawiamy płyciej. Trudno budować na ruchomych piaskach. Bądźmy zatem realistyczni. Może na wakacjach nie będzie doskonale, ale może być szczerze i blisko. To dobry wstęp do zmian, które warto wprowadzić w codziennym grafiku od września.
PS. Kiedy myślałam o ciepłej relacji i miłym spędzaniu razem wolnego czasu, przypomniała mi się posłyszana gdzieś urocza opowieść. Małżeństwo siedzi sobie na tarasie. Niedziela. Nigdzie nie pędzą. Czas dla siebie. Kobieta lekko zawstydzona mówi do męża: "Napiłabym się odrobinę whisky, ale nie ma jeszcze piątej. Na co ten odpowiada: " Kochana, zawsze gdzieś jest już piąta. I przynosi jej kieliszek"...