Patriarchat nie jest trendy

Patriarchat nie jest trendy - Jagna Ambroziak

Kiedy na spotkaniu redakcyjnym wspomniałam, że chcę napisać tekst o ojcostwie, męska część sali nie pozwoliła mi nawet dokończyć zdania. Zainteresowanie tematem wzięło jednak górę nad urażoną dumą. Dopytywałam, dlaczego temat taki do niczego. W końcu nie jesteśmy w przedszkolu. Zdania: "nie, bo nie", to nie argument. Panów zalały emocje, których nie potrafili zidentyfikować. Ja też nie. Syczeli na temat beznadziejności mojego pomysłu i tego, że dość mają kobiecych pretensji. "Zajmujcie się sobą, my nie mamy żadnych problemów!". Nie uwierzyłam. Naczelna powiedziała krotko, że temat wchodzi, mężczyźni zamilkli, a do mnie dotarła powaga sytuacji. świat się wywraca do góry nogami!. Kobiety piszą o ojcostwie, decydują o zawartości pisma, a męskie "nie" nie poparte rzeczowymi argumentami niewiele znaczy. Nie chodzi jednak o to, by moje było na wierzchu. Nawet tu i teraz widać marność kondycji stosunków damsko - męskich. Nie trzeba być psychoterapeutą, żeby zobaczyć, że moją propozycję odebrali jako atak. Zapewne był to temat sporów czy zarzutów ze strony towarzyszek ich życia. Tym bardziej warto o tym pisać, myślałam. Zachęcona przez decyzję naczelnej i wewnętrzne poczucie misji, objaśniałam dalej: nie chcę krytykować, tylko rozumieć. Dość wszczepiania się w siebie pazurami rzekomych czy rzeczywistych przewinień. Chodzi o uznanie powagi tematu ojcostwa. Dylematów, do których mężczyźni mają prawo, a my kobiety, to prawo musimy uznać. Mężczyźni również...

Poczułam to po spotkaniu z pewnym pacjentem. Pojawił się w moim gabinecie, wściekły na ukochaną. Dziewczyna odmówiła usunięcia ciąży. "Jak śmiała wyciąć mi taki numer"! Zagotowało się we mnie, co nie jest dobrym wstępem do kontaktów terapeutycznych. Brzuch kobiety należy do niej, do nikogo innego. Czyny mają skutki, trzeba było lepiej dbać o antykoncepcję chłopczyku. Ta myśl dopełniła czary złośliwości. Na szczęście opuszczona głowa pacjenta, czytającego z kartki długą listę "karygodnych" zachowań narzeczonej, uniemożliwiła mu zobaczenie wrednych uczuć, które wypełzły mi na twarz. Zawstydziłam się swojej reakcji. Przecież on szuka pomocy i sposobu rozwiązania dylematów, które ma skoro przyszedł. W dodatku do kobiety. Zastanowiła mnie siła moich uczuć. Jaką wrogość budzą egoistyczne ("jak ona mogła") i egocentryczne ("mi to zrobić") stwierdzenia. Trudno mieć szacunek do tak wyrażonych uczuć. Mężczyźni często nie wiedzą, co czują i jak to wyrazić. W jego okrzyku słychać poczucie krzywdy. Dlaczego czuje się skrzywdzony?. Wyczerpał listę zanotowanych na kartce przewinień. Jakby sam nią zmęczony powiedział cicho: Ja się po prostu boję być ojcem! Pokiwałam ze zrozumieniem głową. świadomi mężczyźni podejmując decyzję o zostaniu ojcem mają rozterki. świadczy to o ich odpowiedzialności. Ojcostwo wymaga dojrzalej decyzji, adekwatnej do trudności zadania. Ojcowie są przecież tak samo nie do zastąpienia jak matki. Jeśli ma przynosić radość, mężczyzna musi zastanowić się czy chce być ojcem czy nie i dlaczego. Ma prawo się obawiać. Ważne by nie rezygnował z ojcostwa z powodu niezidentyfikowanego lęku. Oniemiał. Jak to? Przecież prawdziwy mężczyzna się nie boi...

Poprzez doświadczenie związane z ciążą, porodem i karmieniem my kobiety czujemy swoje szczególne znaczenie. Jakby biologicznie nasza rola była ważniejsza, dając nam prawo do ostatecznych decyzji w sprawie urodzenia dziecka. Łatwiej przyznawać się nam do obaw z rodzicielstwem związanych. Tym bardziej, że w przypadku rozstania rodziców, dziecko zostaje zwykle z matką. To na niej spoczywa większa odpowiedzialność za wychowanie. Sądząc po proporcjach ludzi pojawiających się w gabinecie psychoterapeutycznym, kobiety są też bardziej skłonne do refleksji nad emocjami. Mężczyzn ujawniających takie cechy dostrzega się znacznie mniej. Im "nie wypada". Często uważają, że uczucia i lęki są głupie, niewarte tego, by się nimi dzielić. A przecież decyzja o byciu ojcem może budzić wiele wątpliwości. Potrzeba posiadania dziecka jest u mężczyzny silnie związana z dzieciństwem i relacją z ojcem, a jedno i drugie bywa trudne.

Słuchałam mężczyzny, którego przerażała perspektywa zostania ojcem. Lęk maskował złością na ukochaną. Wychowywanie bez ojca, który opuścił rodzinę w poszukiwaniu "ciekawszego" życia, spowodowało niewiarę, że ojcostwo może być radością. Uważa, że nie ma dziecku nic do zaproponowania. Brakuje mu wzorca. Kim właściwie jest ojciec i jaka jest jego rola?. Ojcostwo tożsame z byciem blisko z matką dziecka kojarzy mu się z kontrolą i ograniczeniami, których doświadczał od własnej matki. Jako dziecko nie mógł realizować wielu marzeń uznanych przez nią za niebezpieczne. Matka nie zauważała jego potrzeb, teraz syn wzdraga się przed byciem odpowiedzialnym. Kojarzy mu się to z robieniem rzeczy, których robić nie chce, tylko musi lub powinien. Rodzicielstwo to dla niego jedynie powinność, karę dożywocia, przeszkoda w samorealizacji. Zamach na wolność, której nie miał aż tak dużo. Niezależność materialną osiągnął niedawno. Jeszcze się nią nie nacieszył, a już miał się nią dzielić?

Okazuje się, że alarm o ciąży był fałszywy. Pacjent dotyka tematu męskości i ojcostwa z większym spokojem, wręcz z poczuciem humoru. "Mam być silny, twardy, na stanowisku. Mieć władzę i prestiż. Przy tym być ciepły, wyrozumiały. Pragnący domu i dzieci". Robi listę cech świadczących o tzw. męskości i listę cech dobrego ojca. "Wykluczają się! Jak to?. Ciągle zmagam się ze sprzecznymi sygnałami, co to znaczy być mężczyzną. Od małego miałem być kimś. Rywalizować z innymi. Panować nad każdą sytuacją i emocjami, których ujawnienie oznaczało słabość. Jeśli taki jest prawdziwy mężczyzna, to ojcostwo jest niemęskie. Nie pozwala piąć się w górę, wykazywać, zabiera czas. Przestanę być kimś wobec innych mężczyzn i ... kobiet, które wysoko stawiają nam poprzeczkę. Mam być miękki i uczuciowy? Co z bajkami o odważnych, silnych rycerzach, których kobiety kochają najbardziej?. Aktywność zawodowa i role pełnione poza rodziną to moja tożsamość!." No tak, myślałam, ale na ile mu tej tożsamości starczy? Prędzej czy później zdziwaczeje. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co będzie, jak straci pracę. Ciężka depresja. Runie jego oparte na kruchych podstawach poczucie męskości.

Prosto ze szpitala kardiologicznego trafia do mnie "stuprocentowy" mężczyzna. Wcale się nie objadał, nie upijał, ani nie palił, po prostu chciał być zawsze "męski". Zgodnie z niezdrowymi kanonami męskości oczywiście. Stan przedzawałowy pokrzyżował mu plany. Żona dzielnie potwierdzała jego rozdmuchaną męskość udając słabszą niż jest (z domu wyniosła przekaz, że mężczyźni lubią się czuć silni). Szlochając bezradnie nie wypadła z roli nawet w szpitalu. Nie zauważyła, że jej mąż jest wykończony. Ma dość przeskakiwania kolejnych poprzeczek. Bez pokonywania ich czuł się nikim. Żona upewniała go w tym nieświadomie swoją bezradną postawą. Emocji i uczuć nie wyrażał, bo to nie męskie, zagrażające i denerwujące (jak u mamy). Nie mówił też nic o swoich potrzebach. Na początku czuł się z tym świetnie. Z czasem zaczął tracić siły. Kryzys nastąpił, wraz z naciskami żony na dziecko. Doszedł do wniosku, że przejadła mu się rola "męska", a na ojcowską nie ma ...siły. Do związku wniósł swoje dziecięce oczekiwania i potrzeby. Opiekując się żoną, sam chciał, by ktoś się nim zajął. Zazdrosny o nieistniejące dziecko, marzy o zajmowaniu pierwszego miejsca w życiu kobiety. Musiał się rozchorować, by odważyć się na sięganie po to, czego pragnie. Ta stuprocentowa męskość skutecznie eliminuje mężczyzn z podejmowania rozmaitych ról nie tylko ojcowskiej...

Mężczyźni są na zakręcie. Pozbawieni zostali punktów orientacyjnych tworzonych przez obowiązujące przez wieki podziały ról na męskie i kobiece. Burzą się stereotypy, które do tej pory określały ich tożsamość. Zmieniły się też się wzorce wychowania. W miejsce "dyscypliny", na polu, której mężczyzna realizował się doskonale, pojawiło się rozumienie dziecka, podążanie za nim, mądre stawianie mu granic i po prostu kochanie go. Upadł ojcowski autorytet zbudowany na kruchych podstawach siły i władzy. Kiedyś, gdy rodził się potomek wystarczyło uczcić to z kolegami w barze. Dziś, żeby być trendy trzeba chodzić do szkoły rodzenia. A potem tkwić na sali porodowej. Kobiety bardziej świadome swoich praw, więcej oczekują Niestety jest to w sprzeczności z tym, czego świadkami byli mężczyźni we własnym domu rodzinnym. Ich matki podtrzymują ten sam wzorzec. Dlaczego synowej ma być łatwiej niż im samym?...

Czas zmienić wyobrażenia na temat męskości i ojcostwa. Inaczej mężczyźni przestaną chcieć być ojcami, albo...mężczyznami. Potrzebna jest korekta posiadanych celów i źródeł satysfakcji. Zaczyna się przejadać tradycyjnie pojmowana rola męska, mówiąca o zyskiwaniu uznania i prestiżu tylko poprzez aktywność zawodową i funkcje spełniane poza rodziną. To brak balansu. Kariera zawodowa będąca sprawdzianem męskości jest coraz częściej źródłem buntu i braku satysfakcji. Patriarchat przestał się opłacać.

Czyżby ojcostwo mogło mężczyznom pomoc? Uwolnić ich od stereotypów, które ich wykańczają?. Nie jest to proste. Szczególnie, że sfera prywatna w zdominowanym przez mężczyzn społeczeństwie jest traktowana jako pozbawiona większego znaczenia. Podporządkowana sprawom zawodowym i społecznym. Ojcostwo jest więc sytuacją konfliktową. Dzieci nie godzą się z taką listą priorytetów. Próbują zachwiać podstawową cechą męskiej tożsamości. Mogą pomóc mężczyźnie kształtować nową tożsamość. Będąc ojcem na pewno przeżyje się wiele trudnych chwil i obciążeń, popełni się niejeden błąd. To naturalne. Ale wychowanie dziecka może mieć kolosalne znaczenie dla szukania własnej tożsamości. Zmusza do przypomnienia sobie i często innej oceny swojego dzieciństwa. Jest szansą na dojrzalszy, trwalszy związek, dzięki wspólnemu pokonywaniu trudności. Relacja z dzieckiem jest jedyna w swoim rodzaju. Zmienia nas, otwiera serca, daje szansę doświadczenia czegoś, o czego istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Dylemat: osobista wolność - stały związek jest bliski każdemu. Jeśli jednak wciąż uciekamy przed budowaniem trwałej relacji pozostajemy z uczuciem bezsensu życia. Czerpanie radości z ojcostwa wymaga zmierzenia się z wieloma wpojonymi od dziecka przekonaniami. Wymaga od mężczyzny otwarcia się na świat uczuć.

Każdy, kto nie ma dzieci będzie zmuszony do podjęcia decyzji o ich posiadaniu czy nieposiadaniu. Lepiej zanim coś zadecyduje za nas (przypadek, czy wiek, który na ojcostwo się już nie nadaje). Warto, żeby była to decyzja świadoma i dojrzała. Poparta znajomością naszych pragnień, uczuć, możliwości. A mężczyźni często w ogóle niewiele o nich wiedzą. Zmusza ich to do racjonalnych kalkulacji To trudne. Nie wiadomo, którym argumentom przyznać większą rangę. Niezależnie, jakiego wyboru dokonają, mają wrażenie, że są ze sobą w konflikcie. Być może oznacza to, że potrzebują się realizować na wszystkich tych płaszczyznach. Szukać mądrego balansu między życiem zawodowym i osobistym? Sercem i rozumem? Najważniejsze by potrafili wybrać bez lęku taki sposób na życie, który im najbardziej odpowiada, w którym będą potrafili żyć odpowiedzialnie. Inni mogą ich świadomy wybór tylko respektować.

Mężczyźni mają do wypełnienia mnóstwo przestrzeni pomiędzy rezygnacją z ojcostwa, a "byciem ojcem, który przegrał swoją rolę stając się jedynie cieniem, który co wieczór zawiesza się w przedpokoju w postaci płaszcza na kołku... "

październik 2004 Miesięcznik Sukces