Matki, córki, kochanki. - Jagna Ambroziak
"Jesteś coraz szersza w biodrach, niedługo będziesz wyglądać jak swoja babka". Nieświadoma ciężaru wypowiedzianych słów, matka piętnastolatki znika w kuchni. Dziewczyna zostaje sama w pokoju. Zza szafy wyciąga duże lustro. Ogląda niespokojnie swoje "zdeformowane ciało". Nie chce zostać przyłapana na tym, co robi. Matka nie uznająca prywatności i odrębności córki może wejść w każdej chwili. Poznajcie Ewę (Anię, Martę...) "Cokolwiek tu wymienisz zdarza się wielu" ( Seneka).
Ewa nie chce mieć wielkiej pupy, jak znienawidzona przez mamę babcia. Takiej Ewy, mama nigdy nie polubi. Taka, nigdy matce nie dorówna. A mama jest piękna. Ewa zazdrościła kiedyś uwagi, którą mama najczęściej obdarzała mężczyzn. Marzyła, że ma matkę tylko dla siebie. Uwielbiała chwile, kiedy mogła czesać jej długie włosy. Ewa nie miała takich. Kto by o nie dbał ?. Fryzjer ścinał je na zapałkę. Mamie się tak podobało. Ewa szybko zrozumiała, że podoba się wtedy, kiedy nie przeszkadza i nie zabiera jej cennego czasu. Walka o akceptację zaczęła się już w momencie przyjścia na świat. Miała być przecież Michałem. Od małego wie, co to trening. Cichego zachowania, czystości, jedzenia na godziny, nie skarżenia się. Ma 5 lat. Jej mama nie jest zadowolona ze swojego życia. Wcale nie chciała mieć dzieci, co Ewa czuje na każdym kroku. Mama przepada czasem na noce. Bawi się z przyjaciółmi. Ewa siedzi sama w domu. Boi się, ale chce być dzielna. To podoba się mamie. Chce być też odpowiedzialna. Wytresowana regularnymi karami, wyłącza telewizor, kiedy widzi napis, że film jest tylko dla dorosłych. Cudem, skoro mama dzieci nie lubi urodziło się kolejne. Syn. Ewa nie była zachwycona. Jakby przeczuwała, że będzie darmową siłą do opieki nad bratem. Cieniem, na który nikt już nie zwraca uwagi. Do szkoły maszerowała szczęśliwa. Nauczy się w końcu czytać i od nikogo nie będzie zależna. Starała się bardzo, ale nie sposób samej o wszystkim pamiętać. W domu przez rok nikt nawet nie zajrzał do jej zeszytu. Na koniec roku była najgorsza za wszystkich dziewczynek.
Rośnie brat traktowany przez mamę jak król. Ewa zaczyna kłamać. Udaje inną niż jest. Doskonalszą. Odkrywa, że przyjemnie jest dotykać własnego ciała. Nikt nie wpadnie na pomysł, że to z braku miłości i czułości. Przyłapana dostaje lanie raz i drugi. Czuje się upokorzona i zawstydzona. Nie lubi swojego ciała, nie rozumie impulsów z niego płynących. Zapada w świat książek, odmienny od tego wokół. Nawet ukochana dotąd babcia woli jej brata. Ewa słyszy, że ma być mądrzejsza i ustąpić. Będzie wiec zbierać cięgi za nie pozmywane naczynia i uprawiać sport, którego nienawidzi. Nawet sobie tego nie uświadamia, bo ciągłe próby dopasowywania się i zapracowywania na miłość, sprawiły, że nie wie, kim jest. I tak do 15 roku życia, kiedy jeszcze na domiar złego podobno rośnie jej pupa. Wyciąga z szafy stare szorty. Naciąga je pospiesznie na siebie. Pasują!. Wielokrotnie będzie je od tej pory przymierzać, w pewnym momencie wciągając mocno brzuch. Żeby zasłużyć na miłość zaciska gardło, napina przeponę, blokuje dostęp do gniewu, pragnień, potrzeb. Dopasowując się do wszystkich wokół nie wie już czy jej ciało należy do niej czy nie. Żyje jakby w letargu. Neguje swoją kobiecość. Zaprzecza seksualności, jest zagubiona.
Dorasta. Dostaje kolejny trudny przekaz: chłopcy są wykorzystujący i paskudni. Ale oni są pierwszymi, którzy zwracają na nią uwagę! Nie może tego zrozumieć. Sprawdza. Zachwyt jednych męskich oczu nie starcza na długo. Za chwilę przegląda się w kolejnych. Odżywają uśpione pragnienia bycia kochaną, pożądaną, szanowaną. Jednocześnie odczuwa lęk z powodu braku kontroli nad swoim "ohydnym ciałem" i jego potrzebami. Niemoc decydowania o własnym ciele i losach to straszne upokorzenie. Żeby to wytrzymać odcięła się od niego i swojej seksualności. Teraz nie wie, kim jest. Trochę tak, jak jej mama...
Matki bywają różne. Ciepłe, mądre, wspierające. Zrealizowane, zadowolone z życia kobiety, zbudują dobrą relację z córką. Same miały zwykle dobry kontakt ze swoimi matkami. Matki o których tu myślę są inne. Nadużywające, odrzucające lub uzależniające córki od siebie. Sposoby mają różne. Zwykle jednak podobne do tych, jakie stosowały ich własne matki. Mogą wchodzić w rolę przyjaciółki, powierzać swemu dziecku intymne tajemnice. Rozczarowane życiem, podkreślają, że świat i mężczyźni są okropni, wykorzystujący i nie można im ufać. Zaś ciało i seksualność złe i groźne. Córce pozostaje jedynie związek z matką. Czasem rozsiadają się na kolanach swojej córki, stając się bezbronnymi dziewczynkami, których nie można opuścić. Nie dbają o swoje zdrowie, relacje zawodowe i osobiste podkreślając swoją samotność. Ich córki poczucie winy zabija za każdym razem, gdy wychodzą za próg. Matki bywają też nadopiekuńcze i kontrolujące. Traktują córkę jak swoje przedłużenie. Nie dostrzega jej autonomii. Próbują ograniczać jej świat do swojego. Krytykują, przebierają i przerabiają. Dziewczyna nie może studiować budownictwa, powinna się dostać na architekturę. Idzie na slawistykę. Wydział na Ursynowie? Koszmar. Ja studiowałam w pięknym miejscu...Nie zaakceptuje też chłopaka swojej córki.. Żaden nie będzie wystarczająco dobry, ale " kochana pamiętaj, że mężczyzna w życiu kobiety jest najważniejszy. Nawet jak będziesz miała trzy fakultety, a nie będziesz miała męża, to twoje życie będzie niewiele warte".
Jak będzie sobie radzić z tym dziedzictwem jako dorosła kobieta ? Z brakiem silnej, akceptującej, szczęśliwej matki ?. Lojalnej i solidarnej. Matki dla której ON (mąż, syn, brat, ojciec) jest najważniejszy, mimo, że nie wolno MU ufać. Jak poradzi sobie z tym, że nigdy nie dowiedziała się, że jest tak samo ważna jak ON?
Ewa ma 29 lat. Właśnie odkryła, że nie wie, kim jest, czego pragnie, gdzie są jej granice. Do tej pory żyła siłą rozpędu. Zgodnie z planem nie bycia taką jak matka. Jednak, kiedy interesująca praca, nowe urocze mieszkanie, podróże i najcudowniejszy facet na świecie, kochający, troskliwy, przy tym przystojny, twórczy, okazał się kolejnym "nie wystarczająco dobrym" jej instynkt samozachowawczy nakazał przerwę na refleksję. Gdzie jest moje miejsce? Kim jestem, czego chcę?
Nie mogła okazywać gniewu, od małego słyszała, że złość urodzie szkodzi. W efekcie ma kłopoty z kontrolą emocji, czuje się zagubiona, wpada w rolę ofiary, zaatakowana nie potrafi się bronić. Obawia się żądania szacunku. Miewa trudne do opanowania napady złości Brakuje jej poczucia bezpieczeństwa. Poczuła, że wciąż walczy z mężczyznami. Nie znosi tego, kiedy Ť jest im lepiej ť. (Tak jak nie znosi nie lojalnych, wolących mężczyzn kobiet). Podporządkowuje ich sobie, rywalizuje, czasem ośmiesza. Nieświadomie uwodzi. Żywe jest w niej przecież pragnienie realizowania swojej kobiecości. Bliskość mężczyzny budzi jednak lęk uniemożliwiający danie mu czegokolwiek. Ciała używała jako arzędzie do uwodzenia. Ciągle z niego nie zadowolona. Najchętniej zoperowała by sobie biust i uda, poprawiała się w nieskończoność. A mężczyżni, którzy ją kochają (wielu) budzą w niej nie do konca uświadamianą pogardę, trudną do połaczenia z towarzyszącym jej uczuciem przywiazania. Gardzi nimi, bo pokochali, kogoś tak beznadziejnego jak ona. Wciaż nie nasycona, głodna, niewystaczająco dobra. Bliskość budzi lęk przed zranieniem. Zalezność od kogoś grozę upokorzenia.
Przez tysiące lat cywilizacje opierały się na systemach filozoficznych, społecznych i politycznych przyznających decydującą rolę mężczyźnie. Nie przypadkiem pierwsze pytanie dotyczące nowo narodzonego dziecka brzmi: chłopiec czy dziewczynka?. Żeńska część ludzkości była notowana poniżej męskiej. Nie pozostało to bez wpływu na nas kobiety. Nieświadomie przyjmujemy stereotypy, którymi przesycona jest codzienność. Już interpretacje biblijnego opisu stworzenia człowieka, próbowały sprowadzić kobietę do bycia dodatkiem do mężczyzny. Następnie przez lata inkwizycji wystarczyło być kobietą by obawiać się o swoje życie. Jeszcze półtora wieku temu nie mogłyśmy kształcić się na uniwersytetach, uprawiać wielu zawodów. Glosować, ani sprawować władzy. Z rąk ojca przechodziłyśmy w ręce męża. Mężczyźni uznawani za lepszych, mieli na tym świecie lepiej. Jakby mając to zakodowane w genach, matki wolą ich niż nas córki. Wychowują nas tak, jak same były wychowywane. Przygotowują do spełniania wymagań otoczenia. Poświęcają naszą naturę, próbując nas chronić przed napiętnowaniem, zabezpieczać na przyszłość... Błędy matczyne, niejednokrotnie, nie uświadamiane przez nie okrucieństwo tkwią zarówno w zafałszowanych wzorcach społecznych jak i w ich bolesnych doświadczeniach. Często decyzji o dziecku nie podjęły przytomnie, a motywacja do posiadania dziecka była niedojrzała: wypełnianie roli kobiecej czy posłannictwa, zabezpieczenie się na starość, naciski społeczne, że to już czas, czy po prostu przypadek. W naszym kraju kobieta musi być matką. Jeśli nią nie jest posądza się ją o wariactwo czy egoizm. Nic dziwnego zatem, że matki podkreślając cierpiętniczą rolę kobiety, życie jako pasmo udręk, nie zaszczepiają w nich radości życia.
Zdarza się, że od początku życie kobiety wkracza na złe tory. Matka zamiast miłością i zachwytem, obdarza ją nieuwagą, zaniedbaniem, lodowatą obojętnością. Relacja z matką jest pierwotna dla kształtowania relacji ze światem. Jeśli była zła, a my powtarzamy uparcie ten schemat powinnyśmy poszukać pomocy. Zróbmy to, nie tracą ducha. Otrzymujemy spuściznę po naszej mamie. Uwewnętrzniony aspekt, reagujący podług doświadczeń z nią. Pewne są dobre, należy je wzmacniać. Pewne należy korygować, a inne wyrzucić i tworzyć nowe. Ważne byś rozwijała swoje wewnętrzne, niepowtarzalne cechy. Warto, żebyś układała sobie jakoś relację z matką, szkoda czasu na rozpamiętywanie, czego od niej nie dostałaś ( Ewa już to poczuła).
Może pomoże ci świadomość, że Twoja matka, miała czy ma matkę, każda ma swoją historię, pewne dramaty, wzory ciągną się przez pokolenia. Jak chociażby wprowadzanie matczynymi rękoma patriarchalnych zasad dręczących córki. Ważne, byś uświadomiła sobie te uwikłania i wyzwoliła się z nich. Nie staraj się zmieniać matki. To na nic. Nie tędy droga. Jeśli nią pójdziesz, upierając się, że masz być inna niż matka, staniesz się podobna. Brzmi niewiarygodnie i trochę niesprawiedliwie, wiem. Dopiero jednak zaakceptowanie jej takiej, jaką jest pozwoli na nie przejmowanie jej złych cech, a dobre. Pod nawet okropnymi cechami matki, kryje się przecież pierwotna miłość. Możesz powiedzieć w swoim sercu do matki: Byłaś okropna, popełniłaś wiele błędów, ale jesteś moją matką innej nie mam... to może pomóc. Musisz odzyskać własne ciało. Odpowiedzieć sobie na pytanie, kim jesteś? Realizować swój potencjał bez potrzeby bycia używaną przez innych, używania innych, czy brania na nich odwetu. Pomocne w odzyskiwaniu dostępu do swojej kobiecości mogą być kobiece przyjaźnie. Szukaj otoczenia rozumiejącego i akceptującego, w którym odczujesz przypływ sił witalnych. A pamiętaj też, że masz swój własny potencjał, z którego możesz czerpać. Na pewno nie pomogą ci bajki o kopciuszku czy innej śnieżce ratowanych przez królewicza. Chyba, że wolisz odgrywać narzucone ci role. Mówiąc, że to nie szkodzi jesteś przecież dobrą aktorką... .
Październik 2004 Miesięcznik Sukces