Kochać bez wzajemności - Jagna Ambroziak
Czy zdarza Ci się mieć ochotę zakryć oczy dłońmi i krzyczeć na znak sprzeciwu? Mi tak. Kiedy widzę to, czego One nie widzą i wiem, czego One nie wiedzą, a raczej nie chcą wiedzieć.
Owe One mają lat dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści. Oprócz płci łączy je miłość fatalna, namiętność niespełniona, bo... ON ma żonę. Chce być tylko przyjacielem. Porzucił ją. Chce być sam... Uczucie niszczy je, nie pozwala zbudować więzi z kimś innym. Kiedy myślą "namiętność" pojawia się JEGO obraz. Jak go odzyskać? Jak zdobyć?. To trapiące je pytania. Podstawowa aktywność, na którą trawią młodość.
"Kocham go nad życie". Mówią. Wierzą w opowieści z happy Endem. Snują fantazje o świetlanej przyszłości z NIM u boku. Marzą o cofnięciu czasu, żeby rozegrać grę inaczej. Wierzą w swoje prawo do szczęścia, które ma im zapewnić TEN właśnie mężczyzna. Odłóżmy na bok rozważania, czy mężczyzna sam w sobie jest w stanie zapewnić nam szczęście i skupmy się na tym podobno jedynym NIM.Jaka może być przyczyna lokowania uczuć w niedostępnych lub nieobecnych mężczyznach? Lęk przed samotnością?. Albo przeciwnie - przed bliskością?. Może niewiara w siebie?. Niemoc pójścia dalej. Może to efekt naszej życiowej opowieści: Ojciec, który odszedł, lub którego ciągle nie było. Zapracowana, przerażona rzeczywistością mama. Teraz nieobecny lub niedostępny mężczyzna oznacza dla NIEJ sytuację znajomą, w której może poruszać się jak ryba w wodzie. Znowu spotyka ją porzucenie, czy brak zainteresowania. To potwierdza jej mniej lub bardziej świadome przekonanie na swój temat, że jest do niczego, więc powinna cierpieć. W dodatku obserwacja samotnie zmagającej się z życiem matki, karze sądzić, że kobiecie bez mężczyzny jest na świecie źle. Zagmatwane to historie. Przyjrzyj się swojej niespełnionej miłości. Może ON jest TYM ukochanym, bo to bezpieczny, albowiem niedostępny mężczyzna...
Nieszczęśliwe miłości nie karmią się rzeczywistością, a iluzją. Kobiety, które kochają mężczyzn nieosiągalnych utkwiły w złudzeniu, że tylko ON mógłby zaspokoić ich potrzeby, podarować to, czego pragną najbardziej. Nie dają poprawki na fakt, że rzeczywistość szybko koryguje takie przekonania. Codzienne życie bezlitośnie rozprawia się ze złudzeniami. Przewaga niedostępnego mężczyzny nad tym osiągalnym jest taka, że może na zawsze pozostać ideałem. Nie zmusza nas do dobrej zmiany, rozwoju, dojrzewania...
Postawa młodych kobiet wobec miłości jest zazwyczaj albo naiwna albo cyniczna, prawie nigdy taka jak należy. Uwielbiają zagmatwane sytuacje, potem poranione, albo, co gorsza poranione i postarzałe stają się ofiarami albo jędzami. Dlaczego? Początek ich kobiecej drogi nie zaczyna się od wprowadzenia w tajniki życia. Pociąg do rajskich doznań w połączeniu z naiwnością godną Nobla sprawia, że stają się ofiarami tzw. miłości. Zgoda na pokochanie żonatego mężczyzny, uczuciowego luzera składającego obietnice bez pokrycia, kogoś niedostępnego zapada zwykle kiedy są małymi dziewczynkami. Wtedy bowiem, zamiast przytomnego nazywania rzeczy po imieniu, zło mieszają z dobrem, a brzydotę z pięknem. Ohydny profesor fizyki, wcale nie jest chamem, tylko stara się je czegoś nauczyć, a wujek sadzający je na kolanach i głaszczący po plecach "niechcący" zahaczając o pośladki, wcale nie przekracza ich granic, tylko jest troskliwym, kochającym krewnym. Tak więc wdrożone "jak należy" w tajniki relacji międzyludzkich, stają się uległymi ciapami, które dadzą sobie wmówić, że poduszkowiec może jeździć z prędkością 300km/h i nie potrzebuje do tego torów. Że ich ukochany, na pewno się rozwiedzie. Teraz nie może, bo zaraz urodzi mu się kolejne dziecko, do którego zmusiła go żona, a on jest przecież odpowiedzialny!. Że przyjaciel, do którego od lat wzdychają tak, że aż puszcza im gumka w majtkach nie widzi tego, bo jeszcze nie dorósł... (nastoletni czterdziestolatek). A najgorszą rzeczą, którą dały sobie wmówić jest to, że nie ma nikogo innego, kto zapewni im namiętność i szczęście, tylko niedostępny ON.
Opowiem Wam historię jednej z NICH. Zaczyna się jak bajka, a kończy...kto wie jak. Wcale nie tak dawno temu, ani nie za siedmioma górami i lasami tylko w Twoim sąsiedztwie mieszkała sobie ONA. Była piękna. I młoda. Miała 25 lat. Mężczyźni tracili dla niej głowę. Ona przyjmowała zaloty z melancholijną miną nieobecnej, bo zakochanej na zabój istoty. Pijąc kawę w barze, wyjmowała zdjęcie swojego wybranka. Format A4 pozwalał na dokładne poznanie jego "atutów": Ciało na progu 50 w porę utrzymane w ryzach poprzez tenis i jogging uprawiane z zawałogenną intensywnością. I nic więcej... Bezmyślny uśmiech starego narcyza. Ów ON nie mieszkał w Polsce, ale za chwilę miał już zamieszkać, lub zaprosić Ją do siebie. Tak minęło kilka dobrych lat. Sytuacja się nie zmieniała, nie licząc takich drobiazgów, jak dziecko, które przypadkiem mu się urodziło, bo jakaś ognista kobieta zasadziła się na biedaka łamiąc jego czystość. Jak się potem okazało, to był tylko jeden z przygnębiających punktów na haniebnej liście jego zachowań.
ONA nie miała już 25 lat i poczuła, że zegar tyka, a ukochany jak niegotowy na związek i decyzje był tako i pozostał. Wpadła na sprytny pomysł. Brunetce się udało, to blondynka nie potrafi? Zaszła w ciążę. Wszystkich zapewniała, że ślub już zaraz. Potem, że nie chcą takich bezsensownych więzów, które miłość zabijają. Została z dzieckiem, nędznymi alimentami, a na dokładkę z kolejnymi narzeczonymi tatusia dziecka zachwycającymi się latoroślą ukochanego. Nie jest już świeża. Po melancholii też nie zostało ani śladu. Szczęśliwe, które nie widziały, a uwierzyły, i nie tracą młodości na sprawdzanie tego, co gołym okiem widać od razu...
Kobiety łudzą się, że jeśli będą się trzymać tej rzekomo jedynej miłości to jemu serce zabije szybciej i będą żyć razem długo i szczęśliwie. Na chwilę dostają to, czego chcą. Zarzucone kwiatami, obdarowane drogimi prezentami, zaproszone na kolację do dobrej restauracji wysłuchują "przekonujących" przeprosin i obietnic: Zaraz się rozwiedzie. Nigdy więcej coś się nie powtórzy. Przysięgnie, że kocha, że nie chce jej stracić. Ona mu skwapliwie uwierzy, pozwoli sobie na nadzieję i uzna, że zaraz podążą razem w dalszą drogę. Zamiast żyć jak wolna istota, żyje na niby. Mężczyzna obiecuje jej, że zostanie królową, tymczasem przeznacza jej rolę służki, albo i żadną. Taka miłość niszczy jej potencjał, rzeczywiste zainteresowania i aspiracje. Zamienia pełne wdzięku marzenia w marzenia martwe.
Jeśli wybierasz na obiekty swojej miłości tych, którzy nie potrafią lub nie chcą odwzajemniać Twojego uczucia zbadaj swoje przekonania na temat siebie, świata, mężczyzn i miłości. Jakie są? Miłość nie rozkwita w cieniu rezygnacji. Może wymagać trudnych wyborów, ale to co innego. Miłość to szacunek i bycie na siebie uważnym. Miłość rozumiana jako namiętność trwa krótko, nie dłużej niż dwa lata. Nie demonizujmy jej zatem. Miłość rozumianą jako intymną zażyłość, możemy mieć na zawsze. Ale do tego potrzebny żywy i obecny mężczyzna.
Powiesz mi: Walczyłam z tym uczuciem, ale jest silniejsze. Co to za pomysł walczyć? Nie ma sensu. Z uczuciami tak już jest, że domagają się dopuszczenia do głosu, wyrażenia, dopiero wtedy albo słabną i cichną zupełnie, albo chociaż łatwiej je kontrolować, nie dać im panować nad sobą. Sprawdź do czego naprawdę służy ci ta nieszczęśliwa miłość?
Nie bądź podatna na intrygi, podstęp i zdrady. Jak już to sama zostań intrygantką, zdrajczynią chorej miłości i podstępnie zakochaj się ze wzajemnością! Pamiętaj, że powinnością twojego mężczyzny nie jest nieobecność i niedostępność! On ma ci dawać radość i wspierać twój rozwój. Jeśli tak nie jest, to znaczy, że jest albo bezużyteczny albo wręcz szkodliwy.
Jeśli uznać, za Lordem Byronem, że "daty to stacje, gdzie czas zmienia konie" pomyśl, że w lutym zaprzęgniesz do swego powozu rumaka, a nie narzekającą na żonę szkapę lub nie mogącego wciąż dorosnąć, brykającego u twego boku, przyjaciela źrebaka...
Odchodząc od powagi tego tekstu przypominam wszystkim, ze w tym miesiącu są imieniny świętego Walentego! Radzę dokładnie sprawdzić, który to naprawdę Twój Walenty! Może to nie ten, dla którego wracasz do domu zziajana i pełna poczucia winy (że znowu kupne) z kotletami z Mini Europy, a on i tak nie przyjdzie - żona wróciła wcześniej i zrobiła mu domowy obiadek. Może Twój Walenty, to ten co codziennie stoi za tobą w kolejce wybierając nietłusty kawałek tłustej szynki dla wybrednej i wiecznie niezadowolonej przyjaciółki...
PS. Może Twój przyjaciel nie do zdobycia uważa tak samo jako Philip Larkin, że seks jest zbyt dobry, by dzielić go z kimś innym. A Twój żonaty, niedoszły narzeczony mierzy się niezmiennie z filozofią, która wyłącznie na barki jego nieszczęsnej żony kładzie odpowiedzialność za własną głupotę. A może jest jeszcze inaczej? Podejdź do prawdy z poczuciem humoru, ale odważnie. Szkoda życia.
Miesięcznik Sukces Luty 2005.