Kobieta o dwóch twarzach - Jagna Ambroziak
Dziś będzie o Zezulcach. Ale nie o tych, które w dzieciństwie biegają z jednym szkłem okularowym zaklejonym plastrem. Nie o tych zezulcach, które razem z rudymi i piegowatymi należą do przysłowiowej grupy mniej atrakcyjnych, by po latach, dzięki tym samym przypadłościom uplasować się w gronie osób uznawanych za pociągające.
Dziś będzie o Zezulcach symbolicznych. Dorosłych osobach, którym "plaster" na jednym oku nie służy do zmuszenia drugiego, leniwego do pracy, tylko zdecydowanie ogranicza widzenie.
Bohaterowie tych kilku stron, patrzą na świat tylko jednym okiem, zamykając drugie. Patrzą albo w sposób ugrzeczniony, albo wściekły. Ich "zez" nie jest objawem defektu okulistycznego, a nie możnością konstruktywnego radzenia sobie z gniewem.
Recepta na Zezulca
Zezulec, żeby nie było wątpliwości jest zwykle kobietą. Kobieta zaś zanim stanie się Kobietą - Zezulcem jest najpierw dziewczynką. I jest do zezulstwa konsekwentnie przysposabiana. Jak najlepiej kogoś do czegoś przysposobić? Karami i nagrodami oczywiście. Tak więc przyszły dorosły Zezulec dostaje nagrody za to, że "ma tylko jedno oko", którym jednostronnie patrzy na świat i siebie. Nagradzany jest za grzeczność, słodycz i pokorę. Uległość i chęć pomagania innym. Bez cienia skargi oczywiście. Kandydatka na Zezulca wie, że należy szanować autorytety i znać swoje miejsce w szeregu. Nie odmawia zatem niczego swoim rodzicom, pociotkom, nauczycielom i kolegom, pani na poczcie, ani policjantowi też nie. Karany, przyszły Zezulec, wie, że po prostu powinien się bardziej postarać - kara była zasłużona, sam jest sobie winien. Wielu rzeczy mu nie wypada, to ich nie okazuje. Jest niewidoczny i nie sprawia kłopotów. Nie płacze, bo byłaby to histeria. I zawracanie głowy innym. Na wszystko się zgadza, bo niezgoda oznaczałaby niewdzięczność. Nie stroi się, bo oznaczałoby to, że się mizdrzy, udaje, że się wstydzi, bo inaczej robią z niego bezwstydnego. Nie upiera się przy swoim zdaniu, bo wie, że to przesada. Nie złości się też nigdy i nie gniewa, bo podobno nie ma ku temu powodów...
Podwójne życie Zezulca
Dorosły Zezulec składa się z dwóch, gardzących sobą Zezulców. W zależności od tego, które oko ma właśnie zaklejone plastrem odmienny Zezulec dochodzi do głosu.
Raz ten przemiły, skromny, wspaniałomyślny. Pomocny i rozumiejący. Służący innym. Akceptujący i tolerancyjny. Spokojny. pokorny i wyrozumiały. Nie oczekujący wdzięczności. Wciąż wczuwający się w cudze położenie. Jego "oko" ustawione jest w społecznie akceptowanej roli służalczo - ugrzecznionej. Cichy i kochający liczy na to, że za posługi doczeka się pochwały, choć równocześnie udaje, że pochwał nie potrzebuje i wszystko robi charytatywnie. Inaczej ktoś by uznał, że jest interesowny. Będzie milczeć i wyręczać wszystkich we wszystkim. Siebie stawiając na szarym końcu.
Łatwo odgadnąć co nastąpi. Jak długo tak można? W pewnym momencie ugrzecznione oko powoli zamiera i uaktywnia się drugie, do tej pory uśpione. Zezulec najpierw kąsa z ukrycia, chowając się szybko. Mówi się wtedy o nim: żmija. Jest zazdrosny i zawistny. Nagromadzona za czasów rządów Ugrzecznionego złość powoduje erupcję wulkanu, której nikt wokół nie może pojąć. Mówi się o nim wtedy: wariat. Nieporadnie stara się stłumić gniew. Ale tłumienie nie pomaga, bo to jakby gasić pożar dmuchając na ogień. Jest jeszcze gorzej. Zezulec parzy tym ogniem siebie i innych. Targają nim niechciane emocje. Jak toksyczne odpady spiętrzają się i nie wiadomo co z nimi zrobić... Ten Zezulec, nie jest ani grzeczny, ani miły. Ani skromny, ani układny. Chce być w centrum uwagi, błyszczeć ubrany w kolorowe piórka, tupnąć nogą i postawić na swoim. Nie ważne, czy ma rację. Chce rządzić, decydować, ustawiać. Wściekły oczernia wszystkich wokół. Nakręca się tak, że ma ochotę wszystko rzucić i zacząć życie gdzie indziej, z kim innym, inaczej. Na cień wspomnienia o tym, na co się godził, w poprzednim wcieleniu Zezulca czuje, że nigdy w życiu nie przestanie zgrzytać zębami...
Aż wypali się jego złość, zostawiając tylko ślady zniszczenia. Bo Zezulec furiat uderza na ślepo. Tak, że innym trudno przyznać mu rację. Nie dostaje wsparcia dla swojego zachowania, z podkulonym ogonem nawraca się więc na grzeczność i próbuje zatrzeć ślady zbrodni będąc znowu tym nad wyraz dobrym i usłużnym Zezulcem.
I tak na zmianę... Raz jest ugrzeczniony, raz okropny, a z żadnego z tych wcieleń nie czerpie nic naprawdę dobrego dla siebie. Żadne z nich nie zbliża go do szczęścia i nie pomaga w rozwoju. Albo jest wycieraczką, albo taranującym czołgiem...
Zezulec łagodny, słodki i nieczuły na swoje potrzeby, to ktoś, kto boi się odważnie pójść swoją drogą. Nie potrafiąc jej bronić drepcze cudzą. Boi się odpowiedzialności i stawiania granic i nazywa to troską oraz poświeceniem. Boi się odrzucenia, więc nie sięga po swoje, nazywając to byciem dobrym. Domaganie się realizacji swoich potrzeb nazywa podłością i bezwzględnością. Lęka się kary za odmienne zdanie. Spodziewa się, że sam do niczego nie dojdzie, nie podejmie decyzji, nie zapewni sobie utrzymania, skazany jest zatem na innych. Dlatego wydaje mu się, że inwestując w swoją niepewną przyszłość musi z całych sił kogoś wspierać, tłumiąc słuszny niejednokrotnie gniew.
Zezulec walczący i zbuntowany nie wie co zrobić z nagromadzoną agresją. Radzi sobie z nią niefortunnie. Nagle nie zależy mu na nikim, za wszelką cenę próbuje egzekwować swoje prawa, również tam gdzie ich nie ma. Zezulec wściekły jest egoistyczny, ślepy i niebezpieczny dla samego siebie. Bezmyślnie pragnie sięgać po swoje nie zauważając innych. Nie uznaje żadnej zależności, przecenia swoje siły i demoluje relacje wściekłością.
Ani jeden ani drugi Zezulec nie potrafi konstruktywnie wyrazić zasadnego gniewu. Wykorzystać go dla budowania szacunku do siebie. Okazując emocje tak jak trzeba i wtedy, kiedy trzeba, co sprawia, że naturalnie maleją i nie mają szkodliwego wpływu ani na niego ani na innych.
Jego nie wyrażony gniew przeradza się w nienawiść - uczucie toksyczne i mroczne. Nienawidzi kogoś, kogo akurat weźmie na celownik. Czy to szefa, czy podwładnego czy partnera. Czasem kogoś zupełnie niewinnego i jego, a nie siebie oskarża za to, że mu coś nie wyszło, że czuje się nieszanowany, pominięty w awansach czy trosce.
W ten sposób unika uświadomienia sobie prawdziwych przyczyn, tego co mu się przydarza. Sytuacji w której się znalazł. Nie chce ujrzeć własnych cech, których nie akceptuje, rozczarowania, lęku, rozpaczy.
Co by się stało, gdyby Zezulec odważnie otworzył drugie oko? Zobaczyłby, że jest czas i na łagodność i złość. I że mogą one istnieć obok siebie. Można je przywoływać adekwatnie. Że nie trzeba dawać się wykorzystywać, a potem wściekać po niewczasie i nie na tego, kto winien. Że inteligencję schodową (dziękuję za ten termin mojej pacjentce), czyli pomysł na adekwatną reakcję czy trafną ripostę pojawiający się dopiero po opuszczeniu pola starcia czyli na przysłowiowych schodach, można zastąpić "inteligencją" użyteczną - wspierającą dokładnie wtedy, kiedy jej potrzebujemy, a nie post factum.
W jakimś sensie każda z nas jest trochę Zezulcem. Jest w nas wiele sprzeczności i toczymy wewnętrzne walki. Z jednej strony chcemy, żeby nas każdy lubił, z drugiej czujemy, że to bez sensu, bo nas ubezwłasnowolnia. Chcemy robić karierę i sięgać po swoje, z drugiej strony najchętniej byśmy się nikomu nie przeciwstawiły, nikogo nie zraniły, nikomu nie postawiły granic. Chcemy być szefem, ale bez wydawania poleceń i stawiania wymagań. Ktoś przekroczył już wszystkie nasze granice, ale nie chcemy mu sprawić przykrości. Chcemy jasno wyrażać swoje zdanie, ale boimy się odrzucenia. I próbując tych różnych zachowań niejednokrotnie popadamy w skrajności. Zioniemy ogniem, płaczemy w kącie, zgadzamy się na coś, co nieakceptowalne.
Zezulcu. Popatrz na świat obydwoma oczami! Dopiero jak nauczysz się nieagresywnie mówić NIE, ludzie docenią twoje TAK! świadomie i bez lęku, bez poczucia winy, wyrzutów sumienia i czarnych przewidywań. Bez popadania w samolubstwo. Wyrażaj gniew, tak by nie zamieniał się w furię. Jeśli tego nie robisz, bo kiedyś uznano, że masz być tylko grzeczny, to pewnie masz różne problemy. Trudno ci kontrolować emocje, budować bliskie, satysfakcjonujące związki, czujesz się często zagubiony i łatwo wpadasz w rolę ofiary albo kata. Zaatakowany nie potrafisz się bronić, czujesz bezradność, a tulony atakujesz.
Masz prawo, wręcz obowiązek wyrażać gniew gdy ktoś cię rani i przekracza twoje granice. Nie masz prawa robić tego nieadekwatnie, raniąc na ślepo bez kontaktu z rzeczywistymi wydarzeniami. Jeśli się tego nie nauczysz nigdy nie ułożysz sobie dobrze relacji z ludźmi. Gdy twój zasadny gniew powstrzymujesz, bo boisz się zemsty czy odrzucenia to zamienia się on w niechęć i pogardę do samego siebie...
Wiem, nie jest łatwo gniewać się tak, by nikogo nie krzywdzić. Bronić się, stawiać granice, nie oddając na ślepo tego, co nas spotkało. Bez obrażania się i poniżania. Nie być ani napastnikiem, ani ofiarą. Czasem nie jest łatwo nie być Zezulcem...
PS. Kiedy jednooki zezulec "pyta mnie o drogę", a to przesadnie grzecznie, a to wściekle będąc przekonany, co do celu, który obrał, przypomina mi się dowcip: Spieszący się człowiek pyta przechodnia: Przepraszam Pana, którędy do Pałacu Kultury? Ja bym nigdy stąd nie szedł.... Odpowiada tamten. Dodałabym: "otworzyłbym najpierw drugie oko".
marzec 2005 Miesięcznik Sukces