Jak zrozumiałem Papieża |
Jak zrozumiałem Papieża - Wojciech EichelbergerJego wiara - tak całkowicie, tak głęboko i niewzruszenie zakorzeniona w świadectwie i przekazie Chrystusa, z takim oddaniem i radosnym entuzjazmem praktykowana i głoszona - nieuchronnie musiała dotknąć uniwersalnego, ludzkiego wymiaru wiary, tej powszechnej tęsknoty za Prawdą, od zawsze obecnej w ludzkich sercach bez względu na epokę dziejów i wyznawaną religię. Tak więc dla świata ten wielki orędownik Chrystusa stał się jednocześnie orędownikiem Wiary i wcieleniem Wiary w jej uniwersalnym ponadczasowym i ponad religijnym wymiarze.
Dlatego płacze po nim świat - nie tylko ten chrześcijański, nie tylko świat religii, wiar, kultów i kościołów - płacze po Nim świat cały, świat ludzi, świat istot spragnionych Prawdy. Jego serdeczność, naturalność, spontaniczność i szczerość, Jego nieustraszoność i pracowite, pełne poświęcenia życie, stało się dla miliardów ludzi wspaniałym, zachęcającym dowodem tego - jakim człowieka czyni prawdziwa wiara. Dlatego w tylu ludzkich sercach obudził żywą i gorącą tęsknotę za naszą wolną od lęku i wątpliwości, zdolną do miłości i poświęcenia prawdziwą istotą. Widział uwielbienie tłumów więc jak każdy prawdziwy nauczyciel, kiedy tylko mógł wskazywał na swego ukochanego Mistrza i mówił; to nie ja - to On, na Niego patrzcie, nie na mnie, to On mówi przeze mnie, szukajcie go w waszych sercach, tam mieszka i nazywa się Miłość. Tylko przed Nim i tymi, którzy Go poznali, przed ostatecznym człowieczym powołaniem i spełnieniem, pozwalał klękać i opuszczać głowę. Nie zgadzał się abyśmy klękali przed ideologiami, władzą i bogactwem, przed tyranami i przemocą. Niezmordowanie wzywał nas do wolności, godności i wzajemnego szacunku. Więc nie straszył, nie karał, nie kazał się bać lecz budził gorące pragnienie Prawdy, nadzieję i determinację. Zarażał nas boskim wymiarem miłości, w którym sam tak wyraziście i naturalnie uczestniczył i uczył cieszyć się zachwycającym dziełem stworzenia. Tym bardziej cierpiał widząc jak często zaprzeczamy swemu prawdziwemu, boskiemu dziedzictwu i powołaniu. To, że świat cały i my ludzie, bez względu na religię czy światopogląd które wyznajemy - bez względu na kolor skóry, bez względu na etniczną czy kulturową przynależność - czerpiemy z jednego źródła życia, będąc jedynie jego przejawem , że pijemy z jednego kielicha i jednym chlebem się dzielimy, że wszyscy niesiemy w sercach potencjał zbawienia i że mamy prawo realizować go na różne sposoby - było dla Niego oczywiste.
I takie też było jego nauczanie; oczywiste, proste, elementarne i uniwersalne. Wiedział, że losy świata i jego przetrwanie zależą od tego na ile oczywistą świadomość podstawowej jedności i braterstwa wszystkich istot będziemy budzić i podtrzymywać każdego dnia, w każdej chwili naszego życia, od tego jak blisko będziemy Prawdy i czy zdołamy ją obronić. Obiecywał, że im więcej w nas będzie Wiary, tym mniej lęku, chciwości, nienawiści i arogancji a także przywiązania do ciała i do życia przeżywanego z perspektywy "Ja"- a więc tego wszystkiego, co tworzy cierpienie, konflikt i wojnę. Prosił aby mu wierzyć, że gdy porzucimy nasze egocentryczne przywiązania i całkowicie oddamy się temu co stanowi naszą prawdziwą istotę i dzieloną z całym stworzeniem tożsamość - to wtedy naturalną treścią naszego życia staną się miłość, współczucie, współpraca, wybaczenie i radość.
Ostrzegał, że w realizacji tej najważniejszej ze spraw patriarchalna tradycja i obyczaj stanowią istotną przeszkodę. W swojej mądrości wskazywał, że współczesny świat pilnie potrzebuje Matki, tego by kobiecy sposób rozumienia, odczuwania i istnienia mógł w pełni przejawić się w naszym życiu społecznym, politycznym i religijnym. Dlatego opiece i trosce Matki świat, Polskę i Kościół powierzył. Jakże wyrazić Mu wdzięczność za to, że tak wielu zatęskniło za Prawdą, że tak wielu uwierzyło, że tak wielu przekonał, że tyle trudu włożył w zasianie w ludzkich sercach nadziei. Trudźmy się sami, wytrwale nad tym by Jego praca nie poszła na marne. Niech trwa w naszych sercach. Jesteśmy Mu to winni - wszyscy, których serc dotknął. Warszawa 8.04.2005. |